Access Token not set. You can generate Access Tokens for your Page or Profile on fb.srizon.com. After generating the access token, insert it on the backend

0

 

Marzenia z Szuflady Małgosi

 

Rybniczanka od urodzenia związana z kilkoma dzielnicami miasta, najbardziej z Chwałowicami. Współzałożycielka Forum Obywateli Rybnika. Specjalistka od zarażania entuzjazmem do tematów od dawna porzuconych. Nieugięty ekspert w docieraniu do miejsc niedostępnych – zarówno w rzeczywistości, jak i w Internecie.Obywatelka, której rybniczanie zawdzięczają przywracanie pamięci o dawnych mieszkańcach pochodzenia żydowskiego i ich kulturze. Redaktorka i współredaktorka kilku serwisów poświęconych historii i judaikom. Prowadzi blog „Szuflada Małgosi” (tutaj). Razem z córką uhonorowana elitarnym odznaczeniem „Chroniąc Pamięć” za ratowanie i dokumentowanie żydowskich cmentarzy.

Małgorzata Płoszaj opowiada nam o swoim zamiłowaniu do przywracania pamięci, obawach i nadziejach na przyszłość.

 

Czym jest odznaczenie „Chroniąc Pamięć”?

Tak naprawdę to nie jest żadne odznaczenie, tylko dyplom. Od kilkunastu lat przyznawany za ratowanie dziedzictwa żydowskiego przez władze Izraela osobom pochodzenia innego niż żydowskie. Uznawany za bardzo prestiżowy. Dla mnie jest prestiżowy, ponieważ dzięki niemu znalazłam się , razem z córką, Magdą, w Wikipedii (śmiech). Dostałyśmy go w 2010r. Kiedy w Rybniku odnajdywały się kolejne macewy – bo nie ja je odnajdywałam, dowiadywałam się o nich od znajomych – za każdym razem natychmiast pisałam do Warszawy, do znajomego z Muzeum Żydów Polskich z informacjami na ten temat. A jako że cieszy się on dużym szacunkiem u Żydów (sam Żydem nie jest), myślę, że zaproponował naszą kandydaturę do tej nagrody. Jeszcze przed przyznaniem nam dyplomu pisał do mnie, że osoby przyznające nagrodę wypytują o nas, czy przypadkiem nie mieliśmy przodków w SS. W SS nie miałam, ale musiałam się przyznać, że dwóch dziadków miałam w Wehrmachcie, na szczęście to okazało się nie takie straszne. Potem była wielka radość, kiedy zadzwoniono do mnie z ambasady Izraela – dyplom przyznaje komisja złożona z jej przedstawicieli, Żydowskiego Instytutu Historycznego i Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego. Zostałyśmy z córką oficjalnie zaproszone do Krakowa, gdzie otrzymałyśmy dyplom, różę i koszerny poczęstunek. Różę (białą) mam do dziś.

To musiało być dla Ciebie bardzo ważne przeżycie?

Oczywiście. Nagroda nie wiąże się ani z gratyfikacją, ani z żadnym odznaczeniem – to jest tylko dyplom, za to bardzo prestiżowy. Ale dla mnie było to niesamowite przeżycie. Do dziś na samo wspomnienie przechodzą mnie ciarki. Tym bardziej, że przed nami siedział Tomasz Blatt, autor książki opartej na własnych wspomnieniach pt. „Ucieczka z Sobiboru”, na podstawie której powstał film pod tym samym tytułem. Kiedy nas wymieniono, a Magda była wtedy najmłodszą laureatką tego dyplomu i zostało to powiedziane, Blatt odwrócił się, żeby się nam przyjrzeć – to było cenne przeżycie.

Krakow_27.06.2010_284

Za co dokładnie otrzymałyście dyplom?

Za ratowanie dziedzictwa żydowskiego. Nie jest przyznawany za konkretne działanie czy osiągnięcie.

To był 2010 rok, jakie obiekty udało Wam się do tamtego czasu uratować?

To było po znalezieniu kilku macew z rybnickiego cmentarza. Współpracowałam już wtedy z Fundacją Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego i znajomym z powstającego wtedy Muzeum Żydów Polskich, a współpraca polegała na tym, że jeździliśmy po zapomnianych cmentarzach żydowskich i robiliśmy dokumentację zdjęciową. Ja robiłam zdjęcia, a Magda kręciła filmy i wrzucała je potem na Youtube. I pewnego dnia napisał do niej Roger Lustig, amerykański Żyd o gliwickich korzeniach, genealog zaangażowany między innymi w powstanie Domu Pamięci Żydów Górnośląskich. Napisał wtedy do córki, że to fantastyczne, że ktoś takie filmy robi i upublicznia. Te filmy były słabej jakości, kręcone kamerą, obrabiane skomplikowanymi programami, poza tym to były czasy, kiedy jeszcze nie był tak rozpowszechniony GPS, który doprowadziłby do cmentarza po podaniu współrzędnych. Osiem, dziesięć lat temu nie było strzałek, drogowskazów, informacji w sieci – nic. Te miejsca były bardziej zaniedbane, zapuszczone i mniej znane niż teraz. I kiedy Magda mu odpisała, a miała wtedy 13-14 lat, to on zbaraniał, że tak młoda dziewczyna zajmuje się takimi rzeczami! Dla niej z kolei było to wyróżnienie, że nawiązał z nią kontakt ktoś tak ważny. To był czas, kiedy zaczynało się mówić o powstaniu Muzeum Żydów Polskich POLIN. Gdzieś w USA odbywała się wtedy konferencja z udziałem polskiej strony i Roger Lustig na tej konferencji powołał się na przykład Magdy: że niby ci organizatorzy tu w Polsce nie wiedzą, jak się zabrać za tworzenie muzeum, a nastolatki same upamiętniają Żydów na Youtube. Do dziś utrzymuję z nim kontakt, często pomaga mi jako genealog, zwłaszcza że zajmuje się głównie Żydami górnośląskimi. Posiada ogromną bazę danych przydatną w moich poszukiwaniach, a ja za to przesyłam mu wszystkie nowe informacje, jakie uda mi się znaleźć w archiwach. A w tamtych latach było to głównie jeżdżenie po cmentarzach.

Skąd wzięły się Twoje nietypowe zainteresowania?

Z „Listy Schindlera”. Do dzisiaj jest to film, który z wszystkich filmów o Holokauście zrobił na mnie największe wrażenie. Kiedyś pojechaliśmy na krakowski Kazimierz, kiedy jeszcze nie był tak skomercjalizowany jak teraz, tylko pusty, opuszczony. Magda była wtedy mała, a ja ciągnęłam ją za rękę i opowiadałam jej o historii tego miejsca – na tyle, na ile wtedy wiedziałam, a z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że bardzo mało wiedziałam – i stanęłam na ul.Szerokiej i pomyślałam sobie wtedy: „Boże, ile was tu było, a teraz nie ma nikogo…” Puste okna, opuszczone budynki… I od tego się zaczęło. Od tamtej pory, gdziekolwiek byśmy nie pojechali na wakacje, a dużo podróżowaliśmy, bo lubię zwiedzać Polskę, zastanawialiśmy się, czy jakiś cmentarz, może synagoga tam gdzieś jest. Weszło nam to w krew do tego stopnia, że kiedy kilka lat temu jechaliśmy do Sarajewa, przed Mostarem córka aż podskoczyła z okrzykiem „cmentarz żydowski!”, kiedy zobaczyła go przy drodze. Przez płoty, przez bramy, przez chaszcze przedzierałyśmy się i odkrywały. I tak zostało.

A kiedy w polu Twoich zainteresowań pojawili się Żydzi rybniccy?

Bardzo długo zajmowałam się wszystkimi, tylko nie rybnickimi. Jeździłam po całej Polsce, fotografowałam, opisywałam, a co do Rybnika wychodziłam z założenia, że niczego nie ma. Bo nie ma synagogi, nie ma cmentarza – chociaż od dziecka wiedziałam, od mamy, gdzie był cmentarz, bo do oo. Misjonarzy chodziłam na religię. Kiedy córka w gimnazjum, w ramach pracy nt. małych ojczyzn postanowiła napisać o rybnickich Żydach, chciałam jej pomóc. Poszłam do muzeum – oczywiście niczego nie mieli, a jeszcze patrzyli na mnie jak na wariatkę. Ale wzięłam kronikę Trunkhardta, w której o gminie było może pół strony, trochę wywnioskowałam z reszty książki i pomogłam córce pracę przygotować. Potem wysłałam tekst na stronę kirkuty.xt.pl i tam do dzisiaj można go przeczytać. A mnie zostały nazwiska tych ludzi i fragmenty ich historii. I zaczęłam to składać.

To szukanie chyba jest najtrudniejsze?

Często pomagał mi przypadek. Za każdym razem wszyscy fachowcy mówili mi, że nic nie zostało. Żadna macewa, żaden ślad – wszystko Niemcy zlikwidowali. Jestem członkiem forum Zapomniany Rybnik oraz Eksploratorzy i zawsze, prędzej czy później, nawiązuję do tematyki żydowskiej. Mam dzięki temu wielu znajomych, z którymi spotykam się też w rzeczywistości. Kiedyś znajomi z Jankowic powiedzieli mi, że wiedzą, gdzie są macewy w Rybniku. Oczywiście nie chciałam im wierzyć, a oni mi na to, że na 100% wiedzą gdzie, że leżą na podwórku. Byłam pewna, że im się pomyliło – ludzie mylą często macewy z nagrobkami niemieckimi, ewangelickimi, nawet cmentarze ludzie mylą. I kiedyś ci znajomi przyjechali do mnie na „forumowe” ognisko, wyciągają coś płaskiego z bagażnika – myślałam, że to blacha z ciastem, a to… macewa! Elzy Kornblum. To było niesamowite! Okazało się, że było ich łącznie sześć. Od razu napisałam do Warszawy, zadzwoniłam do muzeum i powiedziałam, że jeżeli mi nie przysięgną, że macewy zostaną wyeksponowane, a nie schowane, to im ich nie oddam. Teraz stoją na patio za muzeum.

Ale to nie były wszystkie macewy, które w wyniku Twoich działań trafiły do rybnickiego muzeum?

Później była jeszcze jedna, Charlotty Haase. I to też był całkowity przypadek. Kiedyś pomagałam przy organizacji dnia otwartego przy schronie na Wawoku znajomym z Zapomnianego Rybnika. Przyszły tłumy ludzi i między innymi dwóch panów, z którymi interesująco się rozmawiało. I chociaż przedtem obiecywałam sobie, że nie odezwę się ani słowem o Żydach, to oczywiście w końcu i tak rozmowa zeszła na ten temat. I wtedy jeden z tych panów powiedział, że wie, gdzie w Rybniku, w środku miasta, leży macewa. Oczywiście znów nie chciałam wierzyć, a pan mi opowiedział, jak to już kilka lat wcześniej zgłaszał to w muzeum i nikt nie podjął żadnego działania w tej sprawie. Więc od razu wsiadłam w samochód i z tego Wawoka na ul.Hallera, zajechałam jak Kubica, weszłam w krzaki za budką z kluczami, przetarłam tylko lekko z wierzchu ziemię, a tam hebrajskie napisy! Od razu zadzwoniłam do pana Kellera z muzeum, też mi najpierw nie chciał wierzyć, ale po tygodniu macewa została wydobyta. Od początku czułam, że to nagrobek kobiety. Kiedy dźwig wydobywał go z ziemi (bo to był rodzaj ciężkiego, kamiennego postumentu) i potem, kiedy został zawieziony do muzeum, widoczne były tylko napisy hebrajskie. Kiedy nagrobek powstał, istniał obowiązek zamieszczania też napisów w języku niemieckim, ale na tej stronie akurat został położony. Zrobiłam zdjęcia i właśnie Roger Lustig odszyfrował, że to nagrobek Charlotty Haase.

Muzeum zaangażowało się wtedy w przywracanie pamięci o rybnickich Żydach?

Po odnalezieniu tego nagrobka dyrektor muzeum uznał, że skoro mamy własne judaika, to można zrobić wystawę z okazji 200-nej rocznicy wydania tzw. „edyktu emancypacyjnego”, czyli dokumentu, na mocy którego Żydzi otrzymali w 1812r obywatelstwo pruskie. Muzeum przygotowywało się do tej wystawy, a ja, ze swoimi znajomościami, trochę przy tym pomagałam. A to dlatego, że prawie nic nie zostało z żydowskiego dziedzictwa w Rybniku, więc można tylko szukać potomków. Chociaż czasem następuje wysyp rybnickich judaików na Allegro, czyli ciągle istnieją. Mam ich kilka, udało mi się kupić.

Jeździsz po cmentarzach, odtwarzasz i opisujesz na blogu historie ludzi, którzy doświadczyli wielu cierpień ze strony innych ludzi. Zajmujesz się tematyką, która uchodzi za smutną – co Cię w tym pociąga?

Czuję, że tak trzeba. Przede wszystkim dla mnie cmentarze w ogóle nie są smutne i mam tak od dziecka. Uwielbiam Wszystkich Świętych, uważam, że to jest jedno z piękniejszych świąt. Nie wiem dlaczego. Tylko raz, po śmierci mojej mamy było to przygnębiające, ale poza tym dla mnie cmentarz w ogóle nie jest smutny. Nie boję się cmentarzy. Dla mnie cmentarze, poza współczesnymi, które są brzydkie, są dziełami sztuki – czy to katolickie, czy ewangelickie, prawosławne albo żydowskie – wszystkie mają coś w sobie, jakiś spokój, coś metafizycznego. Leżą na nich ludzie i odpoczywają, czekając na zbawienie – nie ma w tym dla mnie nic smutnego, w ogóle. A kiedy idę na jakiś zapomniany cmentarz, to nawet mówię do tych ludzi, którzy tam leżą, np. że fajnie tu u nich. Nie mam żadnych negatywnych skojarzeń z cmentarzami i nigdy, wbrew temu, co niektórzy mi przepowiadali, nic mnie na cmentarzu nie postraszyło. Wręcz przeciwnie, zawsze mówię, że ci zmarli gdzieś tam nade mną czuwają.

Tomaszow_Mazowiecki_447

W wywiadzie z 2010r powiedziałaś, że nie spotykasz się z niechęcią wobec Twoich działań. Czy dzisiaj powiedziałabyś to samo?

Dzisiaj mogę powiedzieć to samo. Wprost nikt mi nigdy nic złego na ten temat nie powiedział. Chociaż wiem, że mówią o mnie „Żydówa” i zdaję sobie z tego sprawę, że ma to negatywny wydźwięk. Ale dzięki temu jestem rozpoznawalna – ludzie często nie kojarzą mojego nazwiska, ale kiedy mówię, że to ja jestem „od Żydów”, większość osób zaczyna kojarzyć. Ale nigdy nie spotkałam się bezpośrednio z niechęcią ani zarzutami, że robię coś niewłaściwego.

Czy w takim razie Polacy są antysemitami?

Niestety są. Ale ten antysemityzm wynika z niewiedzy. Polacy w ogóle nie lubią inności, inny znaczy gorszy. Jeżeli ktoś idzie przez miasto ubrany kolorowo jak hippis albo jak hindus, to już jest źle. Może w dużych miastach jest inaczej, ale w takich jak Rybnik, gdyby ktoś zbyt kolorowo ubrany przeszedł przez rynek, to wszyscy będą się nim oglądać. Wydaje mi się, że tak samo boją się Żydów – że im coś odbiorą, zabiorą, nie wiem, bo u nas nie bardzo mają co zabierać. Myślę, że antysemityzm wynika też z historii – zawsze ten, kto był bardziej zaradny, bogatszy, był nielubiany. Chociaż na naszych terenach, na Śląsku, antysemityzm był słabszy niż gdzie indziej. Ale też tutejsi Żydzi, w dawnych Prusach, a potem w Niemczech, nie różnili się bardzo od reszty społeczeństwa. Może więc my też mamy to od naszych dziadków, Ślązaków, przekazane, że oni byli tacy jak my i dlatego ja ich też tak traktuję. W końcu to byli sąsiedzi naszych dziadków. W innych częściach Polski Żydzi byli mniej zasymilowani, inaczej się ubierali, tam byli chasydzi. Zresztą nawet tutejsi, niemieccy Żydzi nie byli zbytnio zbratani z Ostjuden, mówili o nich „brudasy”, nie całkiem ich akceptowali.

Czy antysemityzm obecny różni się czymś od przedwojennego?

Obawiam się, że on wnet będzie taki sam. Ale to wynika z działań polityków i ja nie chcę o tym mówić.

Wróćmy więc do rybnickich Żydów: co Rybnik im zawdzięcza?

W Rybniku ta społeczność nie była zbyt liczna. Chociaż kiedy byłam na otwarciu Domu Pamięci Żydów Górnośląskich w Gliwicach i zobaczyłam mapy, to okazuje się, że to niecałe 15% ludności Rybnika w połowie XIXw, to było całkiem sporo na tle innych miast. Więcej było chyba tylko w Białej na Opolszczyźnie, Gliwicach i Tarnowskich Górach – procentowo. Ale jako że Rybnik nie miał wtedy dużo mieszkańców, to w liczbach bezwzględnych było to niewiele. Niestety, żadnych spektakularnych przykładów nie mamy. Żadnego noblisty, jak Żory [Otto Stern – laureat nagrody Nobla z fizyki w 1943r; przyp. red.]. Żadnego słynnego wynalazcy, jak Troplowitz z Gliwic, który wymyślił Niveę, czym teraz Gliwice się chwalą. W Rybniku urodził się Otto Landsberg, minister w rządzie Republiki Weimarskiej, a także słynny marszand Hugo Perls, którego synowie brali udział w lądowaniu w Normandii, a jeden z nich znalazł oryginały Ustaw Norymberskich. Ale rybniccy Żydzi w większości zajmowali się kupiectwem: większość kamienic została wybudowana przez żydowskich właścicieli.

Stanowili niewielki procent ludności, a jednak wybudowali większość kamienic?

Tak, ale też trzeba pamiętać, że tutaj nie było tak, jak w innych częściach Polski – u nas panowała symbioza. Przecież kiedy wybudowano kościół Św. Antoniego, odbyła się uroczysta msza, w której udział brał nie tylko proboszcz „Starego Kościoła”, ale też pastor i Leopold Manneberg jako przewodniczący Gminy Żydowskiej w Rybniku, która dała pieniądze na ogrodzenie. Ale nie tylko: Żydzi dawali pieniądze na wiele wspólnych rzeczy, jak choćby na szpital „Juliusz” – żyli tu wspólnie wszyscy razem. Nie było jednak w Rybniku wielkiego kapitału, tutejsi Żydzi nie należeli do najbogatszych. Na pewno najbogatszy z nich był Müller, właściciel browaru, potem chyba Haase, którzy wyjechali w 1921r. A potem trudno powiedzieć, zresztą oni wszyscy później stopniowo wyjeżdżali. Dlatego z materialnych rzeczy zawdzięczamy im kamienice, browar i Haasenheide, czyli dzisiejszy park „Kozie Górki”. Müller sprzedał też grunt oo. Werbistom pod klasztor przy ul. Kościuszki.

Jak osoba o Twoich zainteresowaniach znalazła się w gronie założycieli FOR?

Zaczęło się trochę przypadkowo. Można powiedzieć, że od sympatii do Piotra Masłowskiego. Kiedyś prowadziłam z koleżanką jeden ze spacerów z cyklu „Przewodnik czeka w…”. Był to, oczywiście, spacer poświęcony rybnickim Żydom. Zapraszałam na niego kogo tylko się dało i w każdy możliwy sposób – szczególnie za pomocą Internetu: maile, facebook itp. Piotr Masłowski kandydował wtedy w wyborach uzupełniających na senatora, miał już swój fanpage jako osoba publiczna i chyba przez ten fanpage zaprosiłam go do udziału w spacerze. To był dzień wyborów, oprócz tego rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim, więc prosiłam, żeby ludzie przynieśli żonkile, udało mi się zaprosić rabina Śląska – i Piotr również wtedy przyszedł, z żonkilem. Na mnie zrobiło to wrażenie, że polityk (bo dla mnie ktoś startujący do senatu to już polityk) w tak ważnym dla niego dniu pojawił się na tym spacerze. Po jakimś czasie Piotr zadzwonił do mnie, bo rada dzielnicy Śródmieście zgłosiła do budżetu obywatelskiego projekt stworzenia tablicy upamiętniającej dawny cmentarz żydowski i zaprosił mnie do CRIS-u (który w tym projekcie pomagał), żeby porozmawiać na ten temat. I to też sobie bardzo ceniłam. Później, jakoś rok przed wyborami samorządowymi, Piotr zadzwonił do mnie, że chce kandydować na prezydenta miasta i zapytał, czy ja go poprę. Bez zastanawiania się odpowiedziałam, że tak. Wspomniał wtedy o zakładaniu stowarzyszenia, zaprosił na spotkanie, ale nawet nie uświadamiałam sobie wtedy, o co dokładnie chodzi. Przyszłam na spotkanie, na którym nie znałam nikogo poza Piotrem, a i to nie za dobrze i dowiedziałam się, że będę współzałożycielką stowarzyszenia… Nigdy wcześniej ani później nie należałam do żadnego stowarzyszenia, związków. Zgodziłam się jednak w przypadku FOR, bo uznałam, że skoro powiedziałam A, to muszę powiedzieć też B, że nie mogę się teraz wycofać i że warto Piotra Masłowskiego poprzeć. Ale nie miałam wtedy zamiaru kandydować do Rady Miasta, planowałam ograniczyć swoją rolę tylko do pomocy przy kampanii. Później, z różnych względów, wyszło inaczej. Ale moim nadrzędnym celem zostało poparcie Piotra Masłowskiego i uważam, że swoje zadanie wykonałam dobrze, bo został wiceprezydentem (śmiech).

spacer_z_cyklu_Przewodnik_czeka_w_Rybniku_-_sladami_rybn

Jakie nadzieje wiążesz z FOR-em dzisiaj?

Ja nie mam wielkich wizji dotyczących zmieniania miasta. Wolę angażować się w drobne rzeczy, pomagać. Nie mam jakiegoś określonego jednego celu.

A czy nie miało nim być Rybnickie Centrum Humanistyczne?

Wydaje mi się, że ten pomysł staje się, niestety, coraz mniej realny. Rybnik Humanistic Centre wymyślił jeden z potomków Józefa Manneberga, który ma ogromny sentyment do Rybnika. On jest byłym nauczycielem, człowiekiem o zacięciu pedagogicznym i chciał, żeby w Rybniku zaczęło się dziać coś, co dodałoby miastu prestiżu. Kiedyś napisał do mnie o tym z pytaniem, czy moim zdaniem byłoby to fajne. Moim zdaniem było. Przed wyborami w 2014r odbyło się spotkanie z prezydentem Fudalim, po wyborach w 2015r trzeba było temat odświeżyć u prezydenta Kuczery. Eli Manneberg wymyślił Centrum Humanistyczne jako miejsce, w którym mogłaby się spotykać młodzież z różnych krajów związanych z historią Śląska – z Polski, z Niemiec, z Izraela, żeby porozmawiać, uczyć się o historii, poznać się, wymieniać poglądy. Do tego wystarczyłaby jakaś nieduża sala konferencyjna, sala multimedialna dająca możliwość połączenia z Internetem, a mogłoby się to znajdować w miejskiej kamienicy przy Sobieskiego 15, która należała do Mannebergów, zanim sprzedali ją przed wyjazdem tuż przed wojną. Mogłoby to być skromne, z jakąś niewielką izbą pamięci poświęconą rybnickim Żydom. Młodzież mogłaby tutaj gdzieś nocować, żeby stąd jeździć do Oświęcimia, Krakowa, Gliwic itd. Ponadto Rybnik ma dobre połączenia z lotniskami w Ostrawie, Krakowie i Pyrzowicach. Dlatego pomysł wydawał się fajny. Ale ostatnio pojawiła się ze strony władz miasta taka koncepcja, żeby zrobić to w „Juliuszu”. A jak wiadomo – szpital wymaga ogromnego remontu, na to potrzeba czasu, dlatego obawiam się, czy powstanie Centrum Humanistycznego w ogóle dojdzie do skutku.

Skoro Urząd podjął temat, to chyba zwiększa szanse jego powstania?

Czym dłużej obserwuję to, co się wokół dzieje, tym bardziej zastanawiam się, czy Rybnik jest na coś takiego gotowy. Nie wiem, od czego to zależy, ale są miasta, które są otwarte na takie inicjatywy, np. Gliwice, w których dopiero co otwarto Dom Pamięci Żydów Górnośląskich – tam ludziom to nie przeszkadza. Do Krakowa nawet nie ma się co porównywać. Jest takie małe miasteczko, Żarki – tam jest niesamowita świadomość mieszkańców – odnowiona synagoga, piękny cmentarz żydowski, ścieżka edukacyjna i tam każdy potrafi pokazać, gdzie było getto, gdzie była mykwa i nikt się tego nie wstydzi! Gdzie indziej przeważnie na pytania o cmentarz albo getto nikt nic nie wie, a tam – nie. To świadczy o świadomości tych ludzi, oni wiedzą, że to żaden wstyd, że mieszkali i żyli w jednym mieście z Żydami. Bo to chyba zależy właśnie od świadomości ludzi i obawiam się, że u nas jej brakuje. Chociaż, jak już mówiłam, nie spotykam się z jawną wrogością – może to też wynika z tego, że obracam się w gronie osób o podobnych poglądach.

Tarnowskie_Gory_przy_macewie_pierwszego_rybnickiego_rabi

Przykłady niechęci, mówiąc eufemistycznie, można znaleźć przede wszystkim w Internecie. Często przyjmują one formę oburzenia wobec przeznaczania publicznych pieniędzy np. na upamiętnianie obecności Żydów w Rybniku albo na wspomniane Centrum Humanistyczne – FOR też się z tym spotyka. Jak polemizowałabyś z takimi argumentami?

Po pierwsze, takie pomysły mają służyć dobru miasta. Po drugie, każdy myśli, że pieniądze publiczne to tylko jego podatki – a one są i moje. Nie tylko oburzony „pan Kowalski” płaci, bo ja też je płacę. Chciałabym, żeby ta moja część podatków była przeznaczana na takie cele, a niech podatki pana Kowalskiego idą np. na szkoły i przedszkola. Z drugiej strony: nie jestem awanturnikiem, jeżeli pomysł Centrum Humanistycznego miałby się spotkać z jakimś wielkim protestem, to ja się nie będę upierać i nie potraktuję tego jako osobistej porażki, bo zawsze byłam realistką i tak było i w tym przypadku. Od początku było to dla mnie trochę jak rzucanie się z motyką na słońce. Ale kiedy pomyślę, że takie Gliwice wydały z miejskiej kasy 7 milionów złotych na Dom Pamięci Żydów Górnośląskich… I to nie jest inwestycja, która przyniesie zysk, czy chociaż się zwróci, nie. Ale to podnosi prestiż miasta,dużo mówi się o Gliwicach w tym kontekście, to przyciąga turystów, którzy zostawią pieniądze itd. U nas nie byłaby to kwestia żadnych milionów. Na mniej ważne rzeczy było wydawanych więcej pieniędzy. A Centrum Humanistyczne miało być adresowane przede wszystkim do młodych, którzy jeszcze potrafią zmieniać swoje spojrzenie na świat. Dla starszych nieraz Żyd to Żyd, Murzyn to Murzyn, czyli obcy i trudno ich przekonać. A młodzi mogliby zobaczyć, że czy to Żyd z USA, czy z Izraela, czy Niemiec – są tacy sami jak my. Że nie ma żadnej różnicy między „mną”, a „nim”, za wyjątkiem tego, że „on” czasem zakłada jarmułkę – ale tak samo jak „ja” kocha się w jakiejś dziewczynie. Ale czy Rybnik jest na gotowy?  Nie wiem. Znamienne jest to, że oprócz Raciborza chyba nie ma na Śląsku innego miasta, w którym nie ma żadnego, podkreślam – żadnego, upamiętnienia społeczności żydowskiej. No, nie licząc wzmianek na tabliczkach w skwerkach po cmentarzu i bóżnicy. Wodzisław, Żory, Katowice, Gliwice, Tarnowskie Góry – wszędzie coś się znajdzie, a my – chociaż, jak się okazuje, wcale nie stanowili tak małej części społeczności Rybnika – wymazaliśmy ich z pamięci.

Znajomy umówił mnie niedawno na spotkanie z 88-letnią panią, której rodzice byli właścicielami kamienicy. Ich sąsiadami, lokatorami byli Żydzi i ta pani pamięta, że jej rodzice przyjaźnili się z nimi, szanowali ich i lubili – ta pani, która była wtedy małą dziewczynką, też. I pamięta, kiedy ostatni Żydzi zostali wezwani do stawienia się na gestapo, do wywiezienia. Czyli są wśród nas ludzie, którzy ich pamiętają i nie są negatywnie nastawieni.

Z tego, co mówisz, wyłania się mało idealistyczny obraz naszego miasta…

Na pocieszenie mogę powiedzieć, że w Raciborzu jest jeszcze gorzej. U nas na miejscu cmentarza jest chociaż park. Raciborski cmentarz żydowski woła o pomstę do nieba. My mamy wytłumaczenie, że to Niemcy zlikwidowali cmentarz, jest tu park i chociaż nie ma powodów do dumy, to nie musimy się wstydzić. W Raciborzu cmentarz żydowski istnieje, nie da się „zwalić” winy na Niemców, bo został zdewastowany po wojnie, a jego stan to jest horror. Racibórz ma powody do wstydu.

To są negatywne przykłady, ale przecież Ty sama, Twoja działalność edukacyjna i reakcje z jakimi się spotykasz to najlepszy przykład tego, że jest wiele otwartych i ciekawych historii swojego miasta rybniczan, a świadomość się poprawia, prawda?

Ależ oczywiście! Coraz rzadziej zdarza się, żeby ktoś nie wiedział, np. gdzie była synagoga albo cmentarz. Kiedy Eli Manneberg był pierwszy raz w Rybniku (wtedy jeszcze się nie znaliśmy) i zapytał w Urzędzie Miasta, gdzie był cmentarz żydowski, to wysłano go do Bukówki… Skoro więc taka była świadomość w UM, to czego wymagać od przeciętnego rybniczanina? Ale ta świadomość się poprawia. Co jakiś czas prowadzę wykłady dla uczniów ze szkół średnich, na których pokazuję mapy, stare i współczesne, tłumaczę, gdzie i co było, a oni słuchają i się dziwią. Coraz więcej ludzi dowiaduje się, że był drugi cmentarz żydowski, tam gdzie dzisiaj leżą żołnierze radzieccy. I to, że ta świadomość jest coraz większa, to jest coś, co daje mi satysfakcję.

A jakie jest twoje największe marzenie związane z rybnickimi Żydami?

Ja mam zawsze małe marzenia. Kiedyś udzielałam jakiegoś wywiadu i podczas rozmowy dziewczyna, z którą rozmawiałam, też zapytała mnie o marzenie. Pamiętam, że odpowiedziałam jej wtedy, że chciałabym znaleźć kogoś z rodziny Mannebergów. I kiedy kilka tygodni później przypomniałam sobie, że jej o tym powiedziałam, zaczęłam szperać w Internecie i dość szybko znalazłam. Miałam też kiedyś marzenie, żeby znaleźć potomków Haasych i znalazłam. Teraz mam marzenie, żeby znaleźć potomków Leschczinerów, którzy byli właścicielami kamienicy naprzeciw Świerklańca i kamienicy z DH. „Merkury” – to jest obecnie moje marzenie. Chciałabym, żeby udało się stworzyć Rybnickie Centrum Humanistyczne. Chciałabym, żeby powstało w Rybniku coś, co upamiętni obecność Żydów. Coś bardziej pozytywnego niż pomnik upamiętniający Marsz Śmierci. Kiedyś oprowadzałam tam potomków raciborskich Żydów z USA i dziwili się, że do masowego grobu nie prowadzą strzałki, nie ma drogowskazów, żeby mogli tu przyjechać turyści, krewni, żeby się pomodlić – w Stanach to by było nie do pomyślenia. Takie mam małe marzenia.

Życzymy więc spełnienia kolejnych i dziękujemy za rozmowę.

w_Archiwum_Panstwowym_w_Raciborzu_-_poszukiwanie_sladow_

Rozmawiał: Krzysztof Oleś

fot. Małgorzata Płoszaj

  • Udostępnij wpis
Poprzednie Wpis Następne S5